< Wróć

Normalnie!:Koronawirus

Wstęp do cyklu poniższych artykułów, nawołujący do "normalnego" życia w "nienormalnych" czasach...

Koronawirus przez niektórych wymiennie nazywany Covid-19 (chociaż to nie to samo, gdyż koronawirus to czynnik wywołujący chorobę, a COVID-19 to choroba czyli zespół objawów spowodowanych przez ten czynnik) to bez wątpienia najpopularniejsze słowa 2020 r. Gdyby ogłosić konkurs, to na kolejnych miejscach zapewne uplasują się: kwarantanna, maseczka, szczepionka itp. – w takiej niestety tematyce upływa nam bieżący rok. Czy na następny możemy spojrzeć z większym optymizmem? – to zależy tylko od nas.

Może przyszedł czas by skończyć ciągłe narzekanie i malkontenctwo zamienić w działanie – każdy wedle swoich potrzeb i możliwości. Co mamy na myśli? Przede wszystkim pragniemy zaznaczyć, że nie negujemy istnienia koronawirusa – on jest wśród nas (jak wiele innych groźnych chorób), jest niebezpieczny dla wielu z nas (jak wiele innych groźnych chorób) i należy zrobić wszystko co realnie możemy, by nie pozwalać mu się rozprzestrzenić (jak w przypadku wielu innych groźnych chorób). Nośmy zatem maseczki, myjmy ręce, konsultujmy z lekarzem niepokojące objawy itd. Przede wszystkim zachowujmy się odpowiedzialnie i niech każdy zinterpretuje to wedle swojego uznania: dla jednego nie będzie to posyłanie dziecka do szkoły z przeziębieniem, grypą czy covidem, dla innego stronienie od spotkań z bliskimi gdy się czują „niepewnie”.

JEDNAKŻE po tylu miesiącach większych i mniejszych obostrzeń, apeli i gróźb (np. w formie mandatów) wciąż w opinii publicznej mamy wrażenie dominuje strach i panika przed tym, co może jeszcze nam zrobić koronawirus? Sam koronawirus z medycznego punktu widzenia jest oczywiście niebezpieczny dla pewnej części społeczeństwa i wszystkich z grupy „podwyższonego ryzyka” powinniśmy szczególnie przed nim chronić. JEDNAKŻE spójrzmy co koronawirus do tej pory „zafundował” nam z nieco innej perspektywy:

– Obostrzenia gospodarcze: Mało kto chciałby być w skórze przedsiębiorców z branży ślubnej, eventowej, turystycznej czy szeroko pojętego sektora HoReCa – to oczywiście najbardziej reprezentatywne grupy, które najdotkliwiej odczuły i odczują skutki pandemii. Przede wszystkim zastanawiamy się jak poradzą sobie mali i średni przedsiębiorcy, którzy zainwestowali w swoje interesy niekiedy oszczędności życia lub co gorsza zakredytowali się… Jak poradzą sobie ich pracownicy, którzy w wyniku restrykcji stracili pracę? Czy ktoś prowadzi statystyki ilu z nich przypłaciło zdrowiem ze skutkiem gorszym niż przechorowanie koronawirusa, mamy tu na myśli wraz z rozwojem obostrzeń np. problemy kardiologiczne (nadciśnienie, nerwobóle, zawały), a idąc wyżej w kierunku głowy: stany depresyjne czy wręcz akty samobójcze?

– Komplikacje przy leczeniu przypadków medycznych niezwiązanych z koronawirusem: ile operacji zostało przełożonych w związku z pandemią? Ile osób na czas nie otrzymało pomocy, bo pojawił się problem z karetką, miejscem w szpitalu, personelem, kombinezonami itp… Czy przypadkiem więcej szkody nie wyrządza brak pomocy na czas (przyjmijmy za punkt porównania okres sprzed pandemii czyli np. analogiczny miesiąc lub kwartał w 2019 r.) dla pacjentów dotkniętych zawałem, udarem, czy leczących się dłuższy okres lub przewlekle np. na choroby nowotworowe?

– Społeczne konsekwencje kwarantanny, czy izolacji wywołanej koronawirusem zostały już szeroko omówione w wielu mediach. Pozostaje przypomnieć i odwołać się do takich zjawisk jak wzrost liczby rozwodów, przemoc domowa (ofiary zostają ze swym oprawcą 24 godziny na dobę – o ile „kat” przestrzega w ogóle nałożonych restrykcji), ograniczenie podstawowych interakcji społecznych w teatrze czy kawiarni…Wybiegając nieco w przyszłość poziom i jakość nauki serwowany w zdalnej formie, przełoży się zapewne na kompetencje przyszłych inżynierów, doktorów czy urzędników. Obecnie jesteśmy pozbawieni przyjemności, z których składa się nasze życie  – nie pójdziemy na mecz, koncert ani do siłowni. Nawet sfera „sacrum” została ograniczona, nie każdy może wziąć udział we mszy świętej, co w naszym społeczeństwie jest jasnym sygnałem, iż dzieje się niedobrze…

Powyższe przykłady można mnożyć i mnożyć, ze wszystkimi częściej lub rzadziej spotykamy się w codziennym życiu, tylko co z tego? A no to, że bardzo brakuje w dyskursie społecznym normalnych, racjonalnych głosów – które powiedzą „ok żyjemy obok koronawirusa, ale nie dajmy się zwariować, co więcej nie dajmy mu wejść na głowę i się mu w pełni podporządkować” – czegoś takiego BARDZO nam dzisiaj brakuje i nie wiemy, czy te głosy są „niemedialne”, „niepopularne”, „niepoprawne”, czy może nie sprzedają się tak dobrze jak nagłówki „krzyczące” o kolejnych rekordach zakażeń i siejące coraz większy popłoch w tej nieco bardziej bojaźliwej części społeczeństwa. Brakuje polityka, lekarza, socjologa – jakiegokolwiek autorytetu, zwłaszcza z mocno popularnych dziedzin w sferze społeczno-kulturowej (co widzimy po reklamach) np. ze świata sportu, sztuki – który apelowałby o spokój, rozsądek i zachęcał by żyć normalnie. A jeżeli są, to są zagłuszani przez tych, którzy „ostrzegają” i kreślą najczarniejsze scenariusze.

Czy wprowadzenie wyżej wymienionych ograniczeń (zwłaszcza gospodarczych) zastopuje rozprzestrzenienie się wirusa? Czy wymuszenie zaprzestania na kimś działalności gospodarczej, doprowadzenie do upadłości, długów czy zniweczenia wieloletniej ciężkiej pracy (niekiedy wielu pokoleń) spowoduje mniejsze straty zdrowotne społeczeństwa? Skoro żyjemy w demokratycznym, wolnym kraju, gdzie nikt nikomu nie przykłada pistoletu do głowy i nie karze iść na dyskotekę czy do opery – nie można by mieć wolności wyboru i zdecydować: ok pójdę do kina ale to się wiążę z ryzykiem , jeżeli zachoruję i przejdę łagodnie chorobę to jeszcze to zniosę, ale co jeśli spotkam się z babcią, bezobjawowo przeniosę na nią wirusa, a ona może mieć nieodwracalne skutki zdrowotne z tego tytułu…czy warto?

Pandemia i tak już wprowadziła spory kryzys ekonomiczny, który spłacać będziemy latami, czy zatem odgórne zamykanie pewnych „newralgicznych” branż jest konieczne? Może się mylimy, ale skoro jest taka sytuacja jaka jest to i tak z pewnych usług o „podwyższonym ryzyku” będzie korzystać mniej osób kierując się swoim indywidualnym instynktem, by ograniczać ryzyko zakażenia np.: siłownie, baseny (gdzie nota bene dbamy o kondycję fizyczną – tak niezbędną w walce z koronawirsuem) – czy warto całkowicie zakazywać im działalności? Zaraz podniosą się głosy o tarczy antykryzysowej – jakie to cudowne rozwiązanie – pozwólcie, że ten temat pozostawimy bez komentarza, odpowiadając dyplomatycznie: „nie nam oceniać” – zapewne znajdą się orędownicy, jak i przeciwnicy – do nas dochodziło sporo pozytywnych opinii o tym rozwiązaniu, zwłaszcza od beneficjentów, którzy np. korzystając z postojowego naprawiali krany bez faktury, czy strzygli włosy w „podziemiu”. Na marginesie pozwolimy sobie jednak wtrącić, iż odnosimy wrażenie, że tą tarczę będziemy jeszcze WSZYSCY wspólnie spłacać ładnych parę lat…

Zatem, czy warto iść w ten cały „lockdown”? – niech każdy sobie sam odpowie i nie wierze w głosy, że żyjemy w niemądrym, samolubnym społeczeństwie, gdzie młodzi, beztroscy ludzie nie przejmują się niczym i nie robią nic tylko zarażają wszystkich wokół – świadomie lub nieświadomie…Wszyscy mamy mózgi, jedni ich używają intensywniej, inni nieco mniej ale żyjemy w tej nieszczęsnej pandemii nie od wczoraj i każdy wie z czym może się wiązać pójście „podziębionym” na spotkanie towarzyskie, do pracy lub puszczenie dziecka z katarem i bólem gardła do szkoły.

Żyjmy odpowiedzialnie za siebie i innych, poszukajmy wokół siebie ludzi rozsądnych, trzeźwo myślących, których wokół nie brakuje, którzy będą równowagą dla ogarniającego zewsząd nas czarnowidztwa i strachu. Te wszystkie negatywne emocje, które kumulują się po przeczytaniu prognoz ile osób umrze, jak niewiele zostało respiratorów itp. nie spowodują nic innego jak podniesienie ciśnienia, stany lękowe, a co za tym idzie sięganie po rozwiązania farmakologiczne lub też „leki” szeroko dostępne w każdym monopolowym…

Nie śmiemy twierdzić i snuć teorii, że komuś właśnie o to chodziło, ale czy nie staje się zastanawiające, że na tej całej „pandemii” jedni tracą dorobek życia, a inni zacierają ręce i liczą zyski? Pytań nastręcza się wiele, odpowiedzi nie są jednoznaczne…Każdy komentarz odnoszący się do powyższego tekstu jest dla nas ważny. Interesują nas wszystkie głosy zarówno krytyczne, jak i te wspierające stanowisko: „Chcemy żyć normalnie”. Zdajemy sobie sprawę, że czasy nie są „normalne”, ale czy możemy coś zrobić, by zrównoważyć wszystkie pejoratywne sygnały o „covidzie” z otoczenia?

Może pierwszym krokiem będzie rozprzestrzenienie tego apelu i zmobilizowanie wszystkich osób „dobrej woli” do działań takich, jakie mogą uczynić: ktoś pocieszy mamę przez telefon, że akurat JEŻELI złapie koronawirusa może go przejść łagodnie i nie będzie musiała „umierać w męczarniach w szpitalu gdyż zabraknie respiratora”, inny będąc przedsiębiorcą zezwoli na pracę zdalną lub zadba o bezpieczne odległości pracowników, zapewni im płyny dezynfekcyjne i nie obetnie pensji o 20%, czy też nie zamrozi premii za ciężko wykonaną pracę, a jeszcze inny mając wpływ na decyzje polityczne znajdzie rozwiązanie, które nie zrujnuje życia i nie zabierze chleba przedstawicielom branż najbardziej dotkniętych przez Covid-19.

W zakładce „Covid-19” portalu MedMenager.pl publikować będziemy artykuły, które naszym zdaniem przynajmniej w niewielkim stopniu mogą zrównoważyć codzienne „newsy” o rekordach zakażeń, planowanych obostrzeniach, czy fatalnej sytuacji służby zdrowia. Zależy nam na propagowaniu normalności, nie zapominając oczywiście o odpowiedzialnym i bezpiecznym zachowaniu, zarówno w pandemii, jak i po jej zakończeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Następny

Normalnie!:Koronawirus